„Pole(s)” – Pan Roman

Date : Luty 19, 2017

8 październik 2012, godz. 17:43. Czerwony punkt na płaszczyźnie obrazu przesuwa się po linii wzgórza w stronę cmentarza o (dosłownie) patriotycznej nazwie (znanej i używanej przez tambylców w j. łacińskim) – pola poległych żołnierzy wrogich sobie armii.

 

Przestrzeń jaka nas dzieliła to w prostej linii, na oko, około 500 m. W trakcie przemieszczania się „cząsteczki” – z pomocą mojego detektora fotonów – trafiłem, pudłując ją w studni potencjału*. Wiedziony jednak ciekawością, prawdopodobnie odziedziczoną po moim dziadku Stefanie, zacząłem rozmyślać po tym zdarzeniu o barierach czasoprzestrzennych dzielących nas po obu końcach. Kim był ten człowiek i jakie jest prawdopodobieństwo ponownego spotkania? Mniejsze niż wyrzucenie monetą 1000 razy z rzędu orła zamiast reszki podczas 2000 prób, a może większe? Rzut monetą kończy się (zazwyczaj) na 2 sposoby. Rzuciwszy własną, padło na to, że postaram się go odnaleźć i zamienić z nim kilka zdań.

 

 

Myśl poddano aktualizacji 45 miesięcy później.

– Dobry wieczór.

– Dobry wieczór.

– Nazywam się Krzysztof Ligęza. Wylosowałem Pana i chciałem zrobić Panu zdjęcie. Czy mogę wejść?

– ???

 

Po wymownej pauzie przeszliśmy jednak do uśmiechu, wreszcie słowa i porozmawialiśmy z panem Romanem, który jest jednocześnie Franciszkiem, o zmiennych losowych. W trakcie rozmowy okazało się, że jego żona, Janina, jest siostrzenicą mojego ww. dziadka (babcia nota bene też Janina), a on sam – fotografem oraz kościelnym. Siłą rzeczy kolejnymi tematami była istotna rola rozdzielczości i jego kurtki w procesie mojej percepcji, historie zw. z aparatami i zdjęciami, które leżą na półce, a także zagadnienie szczerej niechęci jaką fotografię darzą rodziny fotografów… Rozmawiało nam się tak fajnie, że umówiliśmy się na jeszcze jedno spotkanie, bym mógł ponownie przekonać się, iż pan Roman nie jest wirtualnym fotonem, wykonać alternatywne ujęcia oraz lepiej obejrzeć jego dom wybudowany podczas I wojny światowej.

 

Nadmienię tylko, że cykl „Pole(s)” w 2012 zadedykowałem mojemu wujkowi Romanowi, który w 1977 w wyniku nieszczęśliwego wypadku – porażony prądem – zmarł i nigdy nie było dane mi go poznać.

Źródło wykresu: Wikipedia.

*Hasło do samodzielnego researchu.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

@